14.07.09 16.07.09

15.07.09

Balety w Kotce

Do Kotki dolecieliśmy w środę po południu. Port był tak zabity jachtami, że średnio było gdzie stanąć. W końcu doczepiliśmy się long side jako 5 łódka z kolei, więc aby wyjść na ląd musieliśmy przejść przez pokłady wszystkich łódek, które stały przed nami. Było to nieco upierdliwe, ale nie przeszkodziło w szybkim wypuszczeniu w teren zwiadowców. Miasteczko było nieco inne niż podczas poprzedniej wizyty. Od razu widać, że teraz trwał festyn. Wzdłuż kei było mnóstwo budek z żarciem, piciem i innymi atrakcjami. W sumie to tych budek było więcej niż ludzi… Finlandia. Wkrótce z lądu wrócił zwiad z dobrą nowiną. Chłopaki znaleźli na śmietniku starą lampkę, z której wymontowaliśmy przełącznik, który został potem wmontowany do naszej pompki, która odżyła. To był spory sukces. Pokrzepieni tym faktem ruszyliśmy do zaprzyjaźnionej mariny na drugim końcu miasta, żeby wziąć prysznic, bowiem infrastruktura wystawiona w naszym porcie pozostawiała wiele do życzenia. Po kąpieli i zasłużonym relaksie w saunie (po wizycie w Rosji bardziej doceniliśmy ciepłą wodę) ruszyliśmy na tzw. ‘crew party’. Każdy z nas na wejściu dostawał bilety na piwko i kanapkę. Szału nie było, ale zawsze coś. W dodatku szybko się zorientowaliśmy, że Finowie w żaden sposób nie kontrolują dystrybucji karteczek, więc można było wykonać manewr oskrzydlający wyjścia z lokalu i ponownego wkroczenia z zainkasowaniem kolejnych kuponów. Imprezka trwała znacznie dłużej niż się początkowo spodziewaliśmy, głównie za sprawą tego, że w klubie otworzyło się kasynko, w którym część z naszej załogi odnotowała straty. Potem był jeszcze konkurs na miss miasteczka, który skłonił nas do jeszcze większego przedłużenia pobytu w lokalu. Na łódkę udało nam się powrócić dość późno, niemniej jednak szczęśliwie i w pełnym składzie.

Paweł Kowalczyk

2009 Grzegorz Gach | Designed by: Karolina Mostek