15.07.09 19.07.09

16.07.09

Śmigamy do Estonii - 2 dniowy popas w Talinie i zamiana załóg

W czwartek koło południa ruszyliśmy do Talina, gdzie miała dojechać nowa załoga. Podróż minęła szybko i bez większych przygód. Trochę wiało, ale na zaprawionej już załodze nie robiło to wrażenia.

Do Estonii dotarliśmy w piątek przed południem. Stanęliśmy w marince poza miastem. Całkiem fajne miejsce, sporo tam było ładnych łódek i samochodów, którymi zapewne wożą się miejscowe szyszki. Po zacumowaniu wszczęliśmy standardową procedurę rekonesansu. Szybko znaleźliśmy wodę, prąd, prysznice, sklep itd. Ciekawą sprawą było to, że idąc do supermarketu i przechodząc przez ulicę (dwupasmową) wszystkie auta natychmiast się zatrzymywały. Było to trochę zadziwiające, bowiem niedaleko za granicą, w Rosji, to by nas przejechali, a tu niespodzianka. Widać od razu, że Estonia ma mało mieszkańców i oszczędzają ludzi. Pogoda również okazała się łaskawa i zaraz po przycumowaniu wyszło słońce, tak że strasznie fajnie spędzało się czas na robieniu niczego. Siły zmobilizowaliśmy dopiero pod wieczór i ruszyliśmy w miasto autobusem. Kupiliśmy 10 biletów, ale jak miejscowy zobaczył, że chcemy kasować wszystkie to podszedł i wytłumaczył, że ni e trzeba, bo o tej godzinie nie będzie kanarów. Od razu tak się swojsko zrobiło. Mentalność mają tam podobną. Starówka w Talinie zrobiła na nas wrażenie. Jest naprawdę bardzo ładna i posiada wiele klimatycznych miejsc. Nam udało się trafić do knajpy z miejscowym piwkiem i jedzeniem, stylizowanej na wieki poprzednie. Tanio nie było, ale że było to ostatni wieczór dla pierwszej załogi, więc bawiliśmy się na bogato. Po obfitym posiłku ruszyliśmy na dyskotekę. Trafiliśmy do lokalu zwanego Hollywood. Nazwa coś w sobie miała, bo dziewczyny były tam ładne, podobnie jak w całej Estonii, gdzie ilość ładnych panien na metr kwadratowy jest zdecydowanie ponadprzeciętna. W klubie bawiliśmy się w opór. Ostatni załoganci wracali do mariny autobusem dziennym. Jednym słowem było zacnie.

Następnego dnia przed południem dojechała z Polski druga zmiana (5 osób z 10 osobowej załogi płynęło tylko na jeden etap, który właśnie dobiegł końca), która zastała nas lekko wczorajszych. Jednak szybko się ogarnęliśmy, zrobiliśmy sprawne przepakowanie. Razem z 5 nowymi osobami dotarło do nas swojskie zaprowiantowanie, m.in. domowy smalec i kiszone ogórki. Morale wzrosło. W nowej załodze mieliśmy jedną koleżankę z Niemiec, oficjalnym językiem pokładowym został angielski. Zapowiadał się międzynarodowy rejs. Oficjalnym początkiem drugiego etapu, a także zakończeniem pierwszego był wielki obiad na 15 osób. Po posiłku piątka z pierwszej ekipy zaczęła pakować się do busika w drogę powrotną, a pozostali zagęścili ruchy w celu sprawnego wyruszenia na miasto. Zrobiliśmy powtórkę z rozrywki odwiedzając knajpę i Hollywood, które niestety w sobotę oferowało nieco mniejszy balet, ale i tak zabawa była przednia.

Paweł Kowalczyk

2009 Grzegorz Gach | Designed by: Karolina Mostek