16.07.09 21.07.09

19.07.09

Ciśniemy do Helsinek

W niedzielę po południu ogarnęliś my się po baletach i skierowaliśmy się do Helsinek. Na wyjściu z portu kapitan zrobił nowej załodze przeszkolenie z zakresu bezpieczeństwa, używania kapoków, pasów itd. Przelot był krótki, bo w sumie tylko 40 mil, ale wiało w ryj i to mocno, więc nowi załoganci mieli chrzest bojowy. Od razu wyszło kto ma za słaby sztormiak albo zapomniał kaloszy. Nie obyło się bez choroby morskiej. Na obiad nie było zbyt wielu chętnych oprócz nielicznych z chamskimi żołądkami. Reszta zjadła bardzo późną kolację kiedy dotarliśmy do Helsinek po 22.

Cały poniedziałek spędziliśmy w Helsinkach. Nie spieszyliśmy się bardzo ze zwiedzaniem, bo wiedzieliśmy, że postoimy tu co najmniej półtorej doby, bo na morzu trwał sztorm. Przed ruszeniem w miasto posiedzieliśmy sobie w saunie i zjedliśmy obiadek. Lało, więc mało osób cisnęło na pieszą przechadzkę. Punkt wycieczki krajoznawczej zaczął być realizowany dopiero po południu kiedy przestało padać. Wycieczka polegała głównie na obskoczeniu kilku fajnie położonych lokali w celu wypicia kawy, potem piwa, a jeszcze później zjedzenia pizzy. Jednakże zwiedzanie należy zaliczyć do bardzo udanych, bowiem dzięki lokalnym znajomościom udało się wjechać do knajpy na szczycie najwyższego budynku w mieście, gdzie można było wypić drinka na tarasie z widokiem na całe miasto. Było to zwiedzanie przez lornetowanie. Bardzo przyjemne i mało męczące, szczególnie jak na taras jedzie się windą. Po zwiedzeniu miasta zaprosiliśmy na pokład naszego zaprzyjaźnionego Fina, który został uraczony cytrynową wunder waffe, dostał także chlebka ze smalcem i ogórkiem. Chyba mu smakowało, bo brał dokładki, jednak po opuszczeniu pokładu, jego los jest nieznany. My tego wieczora pozostaliśmy na łódce starając się zestroić nowe głosy z gitarą.

Paweł Kowalczyk

2009 Grzegorz Gach | Designed by: Karolina Mostek