1.07.09 3.07.09

2.07.09

Uderzamy do Gdyni na start regat

Do Gdyni weszliśmy około południa w doborowym akompaniamencie, bowiem trafiliśmy na moment, kiedy do portu spływały wielkie żaglowce, m.in. rosyjski Sedov, największy żaglowiec świata. Ulokowaliśmy się w bardzo dogodnym miejscu, które podobno miało być dla innego jachtu, ale my stosując metodę ‘na Jana’ wbiliśmy się tam i jak już wyszło, że stoimy trochę nie tam gdzie mieliśmy, to przestawianie sprawiłoby za dużo zamieszania, wiec zostaliśmy. Zajęliś my się procedurami rejestracyjnymi, konieczną papirologią, a przede wszystkim kompletowaniem sprzętu na obowiązkowy ‘check in’, czyli sprawdzenie czy jacht posiada wszystkie potrzebne sprzęty i certyfikaty. Nam brakowało, m.in. flag alarmowych, dryfkotwy, flar i kilku innych podobnych rzeczy, więc było trochę biegania, żeby wszystko dokupić. Udało się, niemniej jednak kontroli nie przeszliśmy za pierwszym razem, bowiem brakowało nam aktualnego certyfikatu ważności baterii do pławy ratunkowej. Co prawda bateria działała, ale nie miała certyfikatu i nie dało się nijak przekonać kontrolera. Dostaliśmy notę ‘failed’. Na szczęście znaleźliśmy szybko firmę, która zajmuje się wystawianiem takich certyfikatów, więc pojawiła się nadzieja na załatwienie tej kwestii w piątek, żeby uzyskać pozwolenie na start w regatach. Po południ dołączył do nas kolejny załogant. Odwiedził też nas tabun znajomych będących przypadkiem w pobliżu. Wieczór spędziliśmy na zajęciach w podgrupach, m.in. zwiedzaniu wielkich żaglowców stojących w basenie prezydenckim, bowiem w ramach żeglarskiej gościnności mieliś my wstęp gratis na inne jednostki płynące w regatach. Dzień zakończył się nietypowo, mianowicie złamana została tradycja penetrowania miasta i lokali dyskotekowych, a stało się to głównie za sprawą pojawienia się w naszym wyposażeniu 2 gitar i harmonijki. Tak więc, przepłukawszy gardła, zaczęliśmy konkurs śpiewu.

Paweł Kowalczyk

2009 Grzegorz Gach | Designed by: Karolina Mostek