KLUB MORSKI » REJSY » THE TALL SHIPS RACES 2009 » RELACJA » SZCZEGÓŁY
Wtorkowy poranek upłynął nam na regeneracji sił po poniedziałkowych śpiewach. Sprawdziliśmy również działanie portowej sauny. Dawała radę. Niektórzy załoganci byli bardzo zmęczeni po wczorajszych śpiewach i poproszeni o cokolwiek odpowiadali: „leżę, zajęty jestem”, jednak po opóźnionym śniadanku morale ponownie wzrosło i wkrótce ruszyliśmy w drogę do Turku, gdzie był oficjalny początek drugiego wyścigu, który poprzedzały jeszcze standardowe uroczystości, imprezy, parady, itd. Jako, że nowa załoga nie miała jeszcze okazji zakosztować niesamowitej atmosfery w miastach goszczących regaty, zależało nam żeby w Turku być na czas, a mieliśmy do zrobienia 150 mil, więc kawałek był. Pogoda znów testowała żołądki załogantów, z których większość zrezygnowała z obiadu. Noc była również bardzo ciekawa, bowiem szliśmy blisko dużej ruty, tj. trasy dla statków, więc załoganci mieli dobrą okazję podszkolić się ze znajomości locji oraz świateł na morzu.
W środowe przedpołudnie dotarliśmy w okolice szkierów. Naszym oczom ukazał się niesamowicie klimatyczny widok setek małych, płaskich wysepek między którymi wił się szlak wodny, którym mieliśmy się przeciskać do Turku. Ta trasa na skróty była fantastyczna pod względem walorów krajobrazowych, ale także super wymagająca pod względem nawigacyjnym, żeby nie wpaść na jakieś skały, których tam więcej niż ustawa przewiduje. Cały czasu trzymaliśmy się szlaku skrupulatnie pilnując bojek kardynalnych. Ciekawą rzeczą jakiej się dowiedzieliśmy był fakt, iż większość tych wysepek jest prywatna, a Finowie mają bzika na punkcie posiadania własnej wysepki z domkiem. Znaleźliśmy kilka miejsc teoretycznie fajnych do kąpieli, ale nie mieliśmy na to czasu. Chcieliśmy dojechać do Turku przed zmierzchem, bo nawigacja między bojami po ciemku nie należy do najprzyjemniejszych. Ok. 22 staliśmy już w Turku. Przycumowanie poszło sprawnie. Zaraz pojawił się nasz oficer opiekun, który przekazał nam niezbędne mapki, wejściówki, a także szczegółowe informacje o planie imprezy. W porównaniu do Sankt Petersburga wszystko poszło bardzo szybko i wkrótce wykąpani lataliśmy po kei z gitarą zgarniając do chóru pobliskie polskie załogi. Imprezka pomostowa szybko się rozkręciła. Było grubo, ale nasi wyszli z opałów bez szwanku, zadając ciężkie straty sąsiadującym załogom. Było to głównie zasługą taktyki, bo jeden z naszych kąpał się w czasie gdy na kei opróżniano pierwsze butelki a potem świeży uderzył na podmęczonego wroga odciążając zarazem równie zmęczonych kolegów.