KLUB MORSKI » REJSY » PRZEPRAWA 2007
PRZEPRAWA 2007
TERMIN: 19.06.2007 - 23.06.2007
JACHT: Omega
TRASA: Niegocin - Roś od wschodu
Mazury, jako żeglarska wizytówka Polski, zawsze przyciągały nas swoim pięknem. Nie pamiętam sezonu bez tutejszej atmosfery, akwenów i lasów.
Rokrocznie obszar Wiekich Jezior zachwyca nas czymś nowym, niezbadanym.
Majówka pod żaglami ze znajomymi to obowiązkowy punkt każdego roku.
Giżycko, Mikołajki, Węgorzewo, Ruciane i inne największe miasta tego regionu zawsze nas serdecznie zapraszają. Ilość i różnorodność atrakcji, jakie możemy tam spotkać nieżadko powoduje omijanie mniejszych porcików, choć często to właśnie te ukryte za cyplami keje tworzą kwintesencję mazur i nadają ducha żeglarskiego regionowi. Pływanie w dużych grupach po kilka jachtów ze znajomymi przeważnie zmierza do przetransportowania się w jak najszybszym czasie z jednego portu do drugiego. Coraz bardziej zauważalne staje się na Mazurach pływanie, jako sztuka przemieszczania się oraz przesiadywania w barach i knajpach, a nie dla samego żeglarstwa. Tak więc na coraz bardziej zagęszczonych turystami Mazurach coraz trudniej spotkać żeglarzy na jeziorach, które nie znajdowały by się na szlakach rozpościerających się między największymi miastami. Pływają tam przeważnie tylko pasjonaci.
Ograniczeni czasem sami weszliśmy w wir turystycznego pływania.
Dlatego też bardzo zainteresowała mnie propozycja, którą przestawił mi Kamil Smoczyński jeszcze kilka lata temu, aby opłynąć Wielkie Jeziora na opak. Na naszym pierwszym wspólnym rejsie pokrótce zarysował mi trasę ewentualnej przeprawy. Plan wydał mi się znakomity. Niestety brak czasu nie pozwolił nam przez długi czas na jego realizację.
I tak mazurska przeprawa odkładała się z sezonu na sezon.
W tym roku postanowiliśmy zrobić wszystko, aby w końcu rejs doszedł do skutku.
I tak tuż po zakończeniu sesji i na kilka dni przed wyruszeniem na The Tall Ships? Races Baltic 2007 załoga Klubu Morskiego Szkoły Głównej Handlowej tj. Kamil Smoczyński, Maciej Nowak i Tomasz Piotrowski wsiadła do autobusu aby ruszyć ku Wilkasom.
Ze względu na zaplanowaną trasę wybór jachtu był ułatwiony. Omega wydawała się być idealna na taka wyprawę. Szybka łódka o stosunkowo lekkiej konstrukcji i zanurzeniu kilkunastu centymetrów miała przejść przez miejsca niedostępne dla klasycznych jachtów kadłubowych.
Naszym celem było zrobienie pętli mazurskiej Niegocin ? Śniardwy ? Roś od strony wschodniej. Dlatego też pierwszy namiar z Wilkas wzięliśmy na J.Niałk Duży, J.Niałk Mały i Zat.Kleszczewską. Pierwszy most, linie energetyczne i J.Wojnowo. Tu znajduje się w zasadzie ostatnia przystań żeglarska w której można spotkać jachty. Na J.Buwełno przeprawić się trzeba Głaźną Strugą. Tu pojawiają się przeszkody. Pierwszego dnia żeglugi na J.Buwełno dopadła nas burza przed którą schowaliśmy się pod pierwszym mostem na Głaźnej Strudze. Tu przejście jest dosyć szerokie i wygodne. Pod samym mostem jest jednak dosyć płytko. Cała Głaźna Struga minęła nam na burłaczeniu. Piękna dzika rzeczka jest jak najbardziej dostępna dla Omegi. Drugi most na tej rzece jest już naprawdę wąski. Coprawda szeroki jest na trzy metry, ale po obu jego stronach znajdują się wielkie głazy. Przejście jest również bardzo płytkie. Dlatego też poza Omegą czy Orionem niewiele jachtów jest tu w stanie przepłynąć. Następnego dnia odbiliśmy na chwilkę Ublicką Strugą na J.Ublik Wielki. Początkowo przywitało nas płytkie przejście ze zwalonymi konarami, ale odciążona Omega z kilkunastocentymetrowym zanurzeniem idealnie poradziła sobie z tą przeciwnością. Na Ublickiej Strudze znajduje się również mostek wysoki na około jeden metr. Siedząc na burcie jachtu musieliśmy się nieznacznie schylić, aby pod nim przejść. Dalej pojawiły się szuwary i inne zarośla. Dwie osoby radziły sobie z roślinnością, a trzecia burłaczyła jacht z brzegu. Była to jedyna możliwośc pokonania tego bardzo waskiego przejścia. Ublik Wielki to piękne jezioro. Przywitało nas spokojem i beztroską. Wzięliśmy tu chwilę oddechu biorąc orzeźwiajacą kąpiel. Nie to jezioro było jednak naszym celem. Dlatego też szybko ruszyliśmy do Cierzpięt. Tu czekała jacht przenoska. Należy porozmawiać z tutejszymi rolnikami, a za 50-70zł przewiozą jacht i załogę traktorem z przyczepą. My trafiliśmy na bardzo miłą rodzinę, która niemalże w komplecie towarzyszyła nam aż do wodowania na J.Tyrklo. Spotkaliśmy tu w zatoczce jeden jacht, który bardzo miło, aczkolwiek z wielkim zaskoczeniem przywitał nas w tym miejscu. Cała przenoska poszła bardzo sprawnie. W niecałą godzinę jacht był już zwodowany. Tu szlak jest żeglowny, dlatego bez problemów dostaliśmy się do Zat.Okartowskiej skąd ruszyliśmy na Śniardwy ku Zat.Kwik.
Czekała nas kolejna przeprawa. Tym razem zdecydowanie bardziej skomplikowana. Jeszcze poprzedniego dnia dokładnie obejrzeliśmy jaz, który stoi na straży rzeki Wyszki. Tylko nieliczni kajakarze podróżują tą trasą. Wieczorem stanęliśmy na początku kanału Śniardwy-Roś, aby wcześnie rano zmóc się z jazem. Wyciągnęliśmy jacht na brzeg, a przynajmniej jego część, którą byliśmy w stanie sami dźwignąć. Odkręciliśmy wszystkie elementy ruchome Omegi. Został sam kadłub i miecz, którego niestety nie udało się nam rozmontować. Oczywiście, jeżeli ktoś chce zmierzyć się z tą lub podobną trasą musi zaopatrzyć się w odpowiednie narzędzia.
Dwie godziny zmagań z jachtem zakończyły się fiaskiem. Trzy osoby to zdecydowanie za mało, aby wciągnąć Omegę na tak stromy brzeg, jaki znajduje się przy tym jazie. Uratowali nas pomocni rowerzyści. Sześciu silnych mężczyzn oraz nasza załoga bardzo sprawnie podniosła jacht i przeniosła na drugą stronę tej budowli hydrologicznej. Jesteśmy tym napotkanym rowerzystom, którzy potem okazali się zapalonymi żeglarzami, bardzo wdzięczni. W pobliżu nie było bowiem nikogo, kto mógłby nam w takim stopniu pomóc. Czekały nas jednak ponoć większe przeszkody. Dwóch napotkanych rolników opisało nam przekody nie do pokonania. Jedną miał być betonowy próg spiętrzajacy wodę o kilkudziesięcio centymetrowej wysokości, a drugą spalony most zagradzający całą rzekę. Postanowiliśmy nie martwić się jednak zawczasu i ruszyliśmy przed siebie. I tak przemierzając całe J.Białoławki bez steru dopłynęliśmy do progu spiętrzającego na rzece Białoławka. Okazał się on spiętrzać wodę na wysokości kilkunstu centymetrów. Tak naparawdę nie stanowi żadnego problemu dla płytko zanurzonych jachtów. Również przestroga dotycząca spalonego mostu na Białoławce okazała się nieprawdziwa. Coprawda zwalony most jest nie do przebycia na większości szerokości rzeki, ale tuż przy jednym z brzegów znaleźliśmy niecałe dwa metry wolnego miejsca, akurat na szerokość naszej Omegi. Przed nami pozostała ostatnia niewiadoma. Było nią przejście z rzeki Wilkus na Ramię Szezeskie, przedłużenie J.Roś. Most okazał się dośc niski, około 80cm. Omega z odkręconym masztem i nami położonymi na pokładzie idealnie się jednak pod nim zmieściła.
Po drugiej stronie spotkaliśmy sympatyczne małżenstwo, które myślało, że dopłynęło już na sam koniec żeglarskiego szlaku. Dlatego też nasza obecność i kierunek z którego przypłynęliśmy spotkała się z wielkim zdumieniem i zainteresowaniem.
Następnie zaczęliśmy szukać miejsca na biwak. Koncówka Rosia na wschodnim brzegu to szereg prywatnych działek i brak żeglarskiej mariny. Tam też, dzięki uprzejmości działkowiczów przenocowaliśmy. Czekał nas w zasadzie już tylko powrót. Roś, Kan.Jegliński, Seksty, i dalej Śniardwami, aż do portu w Wilkasach. Powrót zatem odbył się już standardową trasą. Na całą przeprawę mieliśmy w końcu cztery dni. Dzięki pomyślnym wiatrom przez większość czasu udało się nam ja pokonać w tym dość krótkim czasie.
Zachęcamy do stawiania sobie takich małych wyzwań. Przeprawa taka jest na pewno urozmaiceniem i przygodą. Odwiedza się również miejsca, gdzie wypływają jedynie wędkarze. Dzikie, piękne i nie przesiąknięte turystyką.
Należy się jednak odpowiednio przygotować. Jacht o niskim zanurzeniu, jak Omega to oczywiście podstawa. Proponujemy jednak wybrać się w dwie trzy lubczteroosobowe załogi, aby w miejsach , gdzie łodzie trzeba przenieść nie liczyć na pomoc z zewnątrz,a samemu bardzo sprawnie przenieść jachty. Warto również zwiedzić zaplanowaną trasę z lądu. Samochodem zajmuje to kilka godzin. Oczywiście nie wszystkie przeszkody można sprawdzić z perspektywy lądu, ale z pewnością znakomitą ich większość. My niestety nie mieliśmy czasu na obadanie trasy. Spowodowało to jednak , że przeprawa była bardziej emocjonująca, ciekawa i zagadkowa. Przyjemność z jej przebycia była zatem również odpowiednio większa.
W następnym roku może rownież wybierzemy się na przeprawę. Nasze plany związane z rejsami znajdziecie na stronie Klubu Morskeigo Szkoły Głównej Handlowej www.klubmorski.waw.pl. Serdecznie zapraszamy!